Przez większą część XX wieku odpowiedź na pytanie, od czego zależy bezpieczeństwo państwa, wydawała się stosunkowo prosta. Potrzebne były: silna armia, sprawny wywiad, rozwinięty przemysł oraz stabilne źródła surowców i energii. Obywatele mieli pewność, że kluczowe decyzje dotyczące obronności zapadały w gabinetach polityków, sztabach generalnych i instytucjach państwowych. Współczesny świat wygląda jednak zupełnie inaczej.
Współcześnie funkcjonowanie państwa jest coraz bardziej uzależnione od rozbudowanej sieci technologii i usług, których większość przestała znajdować się pod bezpośrednią kontrolą rządu. Łączność, przesyłanie danych, komunikacja satelitarna, infrastruktura cyfrowa czy też znacząca część systemów energetycznych należą do podmiotów prywatnych – zazwyczaj globalnych korporacji, których działalność wykracza daleko poza granice pojedynczych państw, a których budżety i zasoby technologiczne często dorównują potencjałowi średnich gospodarek narodowych.
Wziąć przy tym trzeba pod uwagę, że świat stał się areną ostrej i wciąż narastającej rywalizacji geopolitycznej, która właściwie nie przybiera formy klasycznych konfliktów militarnych, lecz koncentruje się na infrastrukturze, sieciach komunikacyjnych, cyberprzestrzeni oraz systemach logistycznych podtrzymujących funkcjonowanie współczesnych społeczeństw. A to właśnie w tych obszarach przebiega jedna z najważniejszych linii podziału między bezpieczeństwem a podatnością na kryzys.
Im bardziej rozwinięte technologicznie stają się zachodnie demokracje, tym częściej muszą mierzyć się z dylematem, którego jeszcze niedawno nie przewidywały podręczniki geopolityki: czy państwo pozostaje rzeczywistym gospodarzem własnego bezpieczeństwa, jeśli władze publiczne właściwie nie mają kontroli nad kluczowymi narzędziami własnej ochrony? Od odpowiedzi może zależeć nie tylko skuteczność obrony przed ewentualnymi, przyszłymi zagrożeniami, ale przede wszystkim kształt suwerenności państw w XXI wieku oraz dalszej przyszłości.
Wojna poniżej progu wojny
Przez wieki konflikty zbrojny zaczynały się od przekroczenia granicy przez wojska, ostrzałem artyleryjskim, bombardowaniem lotniczym czy formalnym wypowiedzeniem wojny. W XXI wieku państwa coraz częściej rywalizują w sposób, który nie prowadzi do otwartego starcia militarnego, lecz jednocześnie pozwala osiągać cele polityczne, gospodarcze i strategiczne. Ataki na infrastrukturę krytyczną, sabotaż sieci przesyłowych, uszkadzanie kabli podmorskich czy operacje cybernetyczne stały się elementem codziennej rywalizacji mocarstw i mniejszych krajów.
Szczególnie wyraźne stało się to w Europie po rosyjskiej agresji na Ukrainę, gdy gwałtownie wzrosło zainteresowanie bezpieczeństwem infrastruktury znajdującej się pod powierzchnią morza. Impulsem było między innymi wysadzenie gazociągów Nord Stream we wrześniu 2022 r., które pokazało, jak łatwo można sparaliżować obiekt o strategicznym znaczeniu bez wystrzelenia chociażby jednego pocisku w kierunku państwa NATO (30.10.2024, European Union Institute for Security Studies, „The changing submarine cables landscape”).
Seria kolejnych zdarzeń na Morzu Bałtyckim jeszcze bardziej zwiększyła obawy europejskich rządów. W październiku 2023 r. uszkodzony został gazociąg Balticconnector łączący Finlandię i Estonię, a wraz z nim infrastruktura telekomunikacyjna przebiegająca po dnie morskim (16.12.2024, Carnegie Endowment for International Peace, „Securing Europe’s Subsea Data Cables”). W listopadzie 2024 r. doszło do uszkodzenia dwóch istotnych kabli telekomunikacyjnych między Finlandią i Niemcami oraz między Szwecją i Litwą. Pod koniec grudnia 2024 r. awarii uległo podmorskie połączenie energetyczne Estlink 2 między Finlandią i Estonią (24.01.2025, Bloomsbury Intelligence and Security Institute, „Dangerous Tides 3: Subsea Geopolitics”).
Nie wszystkie tego rodzaju incydenty zostały zakwalifikowane jako akty sabotażu. W wielu przypadkach śledztwa pozostają otwarte lub wskazują na możliwość popełnienia błędu przez ludzi. Kluczowe znaczenie ma jednak sam efekt strategiczny. Atmosfera niepewności, zmusza państwa do ponoszenia dodatkowych kosztów ochrony infrastruktury i utrzymywania podwyższonej gotowości. Właśnie dlatego działania w szarej strefie stają się atrakcyjnym narzędziem nacisku. Pozwalają osłabiać przeciwnika bez ryzyka pełnoskalowej odpowiedzi militarnej.
Państwa zachodnie wojnę uznały tego rodzaju zagrożenia za jedno z głównych wyzwań bezpieczeństwa. Deklaracji szczytu NATO w Waszyngtonie wskazuje na nasilające się akty sabotażu, cyberataki, zakłócenia elektroniczne i inne działania prowadzone poniżej progu otwartego konfliktu, które wymierzone są w kraje członkowskie oraz ich infrastrukturę krytyczną (10.07.2024, NATO, „Washington Summit Declaration”). W następstwie ministrowie spraw zagranicznych państw NATO przyjęli dodatkowy pakiet działań dotyczących przeciwdziałania zagrożeniom hybrydowym, obejmujący między innymi ochronę infrastruktury i współpracę wywiadowczą (4.12.2024, United24 Media, „NATO Strengthens Measures Against Russia’s Hybrid Threats”).
Skala problemu jest wynikiem tego, że funkcjonowanie współczesnych gospodarek zależy dziś od ciągłości dostaw energii, transmisji danych, sygnałów satelitarnych, systemów płatniczych i połączeń logistycznych. Zakłócenie jednego z elementów nie wywołuje spektakularnych zniszczeń ani zajmowania terytorium, lecz prowadzi do realnych strat gospodarczych, utrudnia działanie administracji, a także obniża poczucie bezpieczeństwa obywateli. Z perspektywy agresora jest to często rozwiązanie znacznie bardziej opłacalne niż rozpoczęcie i prowadzenie klasycznej operacji wojskowej.
Efekt jest taki, że granica między pokojem a konfliktem zaczyna się zacierać. Państwa NATO oficjalnie nie znajdują się w stanie wojny z Rosją czy Chinami, jednak równocześnie mierzą się z regularnymi incydentami dotyczącymi infrastruktury, cyberprzestrzeni oraz systemów komunikacyjnych.
Prywatna infrastruktura, publiczne bezpieczeństwo
Jeszcze dwie dekady temu bezpieczeństwo państwa oparte było na potencjale armii, służb specjalnych i zasobów pozostających pod bezpośrednią kontrolą administracji publicznej. Obecnie znaczna część infrastruktury niezbędnej do funkcjonowania współczesnych społeczeństw znajduje się w rękach prywatnych przedsiębiorstw, często działających ponad granicami i podporządkowanych przede wszystkim interesom biznesowym swoich właścicieli oraz akcjonariuszy.
Najbardziej uwidoczniło się to w sektorze telekomunikacyjnym. Według Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego ponad 95% międzynarodowego ruchu internetowego przesyłanych jest podmorskimi kablami światłowodowymi, które stanowią podstawę światowej gospodarki cyfrowej (2024, ITU, „Measuring digital development Facts and Figures 2024”). Istotne jest jednak to, że zdecydowana większość tych połączeń nie należy do państw. Właścicielami lub współwłaścicielami są prywatne konsorcja telekomunikacyjne oraz globalne firmy technologiczne, takie jak Google, Meta, Microsoft czy Amazon, które jeszcze kilkanaście lat temu były przede wszystkim użytkownikami takich połączeń. Teraz same finansują i budują coraz większą część infrastruktury komunikacyjnej świata.
Podobna sytuacja występuje w obszarze usług cyfrowych. Administracja publiczna, banki, przedsiębiorstwa energetyczne, operatorzy transportowi czy instytucje obronne coraz częściej korzystają z chmury obliczeniowej dostarczanej przez kilku globalnych prywatnych dostawców. W praktyce oznacza to, że awaria, cyberatak lub decyzja biznesowa dotycząca ograniczenia usług może wywołać skutki odczuwalne jednocześnie w wielu sektorach gospodarki.
Spektakularnym przykładem są systemy satelitarne. Wojna w Ukrainie pokazała, że komercyjna infrastruktura kosmiczna może odgrywać rolę porównywalną z zasobami wojskowymi. Szczególne znaczenie zyskała sieć Starlink, należąca do firmy SpaceX, co oznacza, że oznacza to, że jeden z kluczowych elementów infrastruktury mającej wpływ na przebieg działań wojennych znajduje się pod kontrolą przedsiębiorstwa prywatnego, a nie państwowego operatora. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg podkreślał, że wsparcie dostarczane przez sektor prywatny, w tym usługi satelitarne, ma istotne znaczenie dla zdolności obronnych Ukrainy (31.01.2024, NATO, Speech by NATO Secretary General Jens Stoltenberg).

Kolejnym, równie istotnym obszarem jest sektor energetyczny. Wiele państw europejskich przez lata opierało bezpieczeństwo energetyczne na dostawach realizowanych przez międzynarodowe koncerny wydobywcze, operatorów gazociągów i przedsiębiorstwa zarządzające terminalami LNG. Kryzys energetyczny po 2022 r. unaocznił skalę zależności od decyzji podejmowanych przez podmioty kierujące się przede wszystkim rachunkiem ekonomicznym, a nie wspieraniem państwa. Chociaż rządy mogą tworzyć regulacje i mechanizmy nadzorcze, nie są w stanie samodzielnie zastąpić całej infrastruktury rozwijanej przez prywatny kapitał przez dziesięciolecia.
Rosnąca rola biznesu wynika z prostego faktu, że to właśnie prywatne firmy dysponują kapitałem, kompetencjami technologicznymi oraz zdolnością do szybkiego wdrażania innowacji. Budżety największych korporacji technologicznych osiągają poziomy porównywalne z wydatkami wielu państw. W 2025 r. kapitalizacja rynkowa Microsoft przekraczała 3 bln USD, a Nvidia oraz Apple oscylowała wokół podobnych wartości (2025. Financial Times i Bloomberg). Tak ogromne zasoby finansowe pozwalają tworzyć infrastrukturę, której budowa byłaby trudna nawet dla wielu rządów, a także generują niezwykle istotny problem z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego wielu krajów.
Chociaż państwa odpowiadają za ochronę swoich obywateli, to wyraźnie nie kontrolują wszystkich zasobów niezbędnych do realizacji tego zadania. W sytuacji kryzysowej rząd może zarządzać wojskiem, służbami czy administracją, jednak często pozostaje uzależniony od sieci telekomunikacyjnych, systemów satelitarnych, centrów danych czy infrastruktury energetycznej należącej do prywatnych podmiotów. W ten sposób strategiczne bezpieczeństwo przestało być wyłącznie domeną państwa, a stało się obszarem współzależności sektora publicznego z korporacjami.
Miliarder jako nowy gracz geopolityczny
Większą część nowożytnej historii kształtowała polityka międzynarodowa państw. O wpływach decydowały wielkość armii, potencjał gospodarczy oraz zdolność do narzucania własnej woli innym uczestnikom stosunków międzynarodowych. W XXI wieku pojawił się nowy element – niektórzy właściciele globalnych przedsiębiorstw zaczęli dysponować ogromnymi zasobami finansowymi, technologicznymi i informacyjnymi, które pozwalają im oddziaływać na bezpieczeństwo międzynarodowe w stopniu jeszcze niedawno zarezerwowanym wyłącznie dla państw.
Najbardziej widocznym przykładem jest sektor technologiczny. Globalne platformy cyfrowe obsługują miliardy użytkowników, kontrolują przepływ informacji oraz dysponują infrastrukturą niezbędną do działania administracji publicznej, gospodarki i sił zbrojnych. Powoduje to, że decyzje podejmowane przez pojedyncze firmy mogą wywoływać skutki wykraczające daleko poza sferę biznesu. Dotyczy to zarówno polityki moderowania treści, funkcjonowania sieci komunikacyjnych, jak i dostępu do usług chmurowych czy infrastruktury telekomunikacyjnej.
Granica między decyzją biznesową a decyzją o znaczeniu strategicznym stała się coraz mniej wyraźna. Decyzja podjęta w sali posiedzeń zarządu może mieć konsekwencje odczuwalne na polu walki oddalonym o tysiące kilometrów. Pokazała to między innymi wojna w Ukrainie, gdzie dostęp do komercyjnych systemów satelitarnych, usług rozpoznawczych czy infrastruktury komunikacyjnej wpływa bezpośrednio na zdolność prowadzenia działań wojennych.
Równocześnie zadać trzeba pytanie o to, kto i za co jest odpowiedzialny. Skoro państwo odpowiada przed obywatelami, podlega procedurom demokratycznym i funkcjonuje w ramach prawa krajowego oraz międzynarodowego, a zarząd prywatnej spółki odpowiada przede wszystkim przed właścicielami i akcjonariuszami, to cele obu podmiotów nie zawsze muszą być zbieżne. Rząd może uznawać określone działanie za konieczne dla bezpieczeństwa narodowego, podczas gdy przedsiębiorstwo może postrzegać je jako zagrożenie dla swojej rentowności, wartości marki lub interesów biznesowych na innych rynkach.
Problem dostrzegają również eksperci zajmujący się bezpieczeństwem międzynarodowym. W raporcie Światowego Forum Ekonomicznego dotyczącym globalnych ryzyk wskazano, że rosnąca koncentracja kluczowych technologii w rękach ograniczonej liczby przedsiębiorstw zwiększa podatność państw i gospodarek na zakłócenia wynikające z decyzji podejmowanych poza strukturami publicznymi (10.01.2024, World Economic Forum, „Global Risks Report 2024”).
Wielka skala wpływów największych przedsiębiorców wynika również z koncentracji kapitału, który pozwala im skutecznie oddziaływać na funkcjonowanie wielu państw. Według magazynu „Forbes” majątek najbogatszych ludzi świata liczony jest w setkach miliardów dolarów, a część z nich kontroluje firmy posiadające własne systemy satelitarne, centra danych, platformy społecznościowe lub infrastrukturę komunikacyjną o zasięgu globalnym (15.07.2025, Forbes, „World’s Billionaires List 2025”).
Stało się tak między innymi w wyniku ogromnej liberalizacji działalności w obszarach rozwoju nowoczesnych technologii kluczowych dla gospodarki. Faktem jest, że procedury administracyjne, procesy legislacyjne i międzynarodowe negocjacje są z natury czasochłonne. Tymczasem globalne przedsiębiorstwa mogą podejmować decyzje inwestycyjne w ciągu dni lub tygodni. W rezultacie innowacje o strategicznym znaczeniu, dotyczące między innymi komunikacji satelitarnej, cyberbezpieczeństwa, systemów autonomicznych czy sztucznej inteligencji, mogły powstać właściwie poza sektorem publicznym.
Wpływ korporacji na państwa zmienił więc istotnie tradycyjne pojęcie suwerenności. Okazuje się, że chociaż państwo zachowało monopol na stanowienie prawa, pobór podatków czy użycie siły zbrojnej, to jednocześnie stało się bardzo mocno zależne od infrastruktury będącej własnością prywatną. Zauważyć przy tym trzeba, że im większe stało się uzależnienie od sieci telekomunikacyjnych, satelitów, platform cyfrowych czy usług chmurowych, tym większego znaczenia nabrały podmioty prywatne, które tymi zasobami zarządzają.
Czy państwo może odzyskać pełną suwerenność?
Uzależnienie od prywatnej infrastruktury nie oznacza, że państwa utraciły zdolność do kształtowania własnego bezpieczeństwa. Problemem stało się jednak to, że tradycyjne instrumenty kontroli przestały być wystarczające. W świecie, w którym strategiczne znaczenie mają podmorskie kable, systemy satelitarne, centra danych czy platformy chmurowe, suwerenność nie jest już wyłącznie kwestią granic, armii i zasobów naturalnych. Kluczowe znaczenie ma zdolność do zapewnienia ciągłości działania infrastruktury pozostającej poza bezpośrednią kontrolą administracji państwowej.
Problem dostrzegły zarówno NATO, jak i Unia Europejska, które w ostatnich latach zaczęły rozwijać strategie ochrony infrastruktury krytycznej oraz zwiększania odporności na zagrożenia hybrydowe. Punktem zwrotnym było przyjęcie przez Unię Europejską dyrektywy o odporności podmiotów krytycznych (Critical Entities Resilience Directive), która zobowiązuje państwa członkowskie do wzmacniania ochrony podmiotów odpowiedzialnych za funkcjonowanie kluczowych sektorów gospodarki, w tym głównie energetyki, wodociągów i kanalizacji, transportu, łączności i usług cyfrowych (27.12.2022, European Union, Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2557 z 14.12.2022, w sprawie odporności podmiotów krytycznych).
Coraz częściej pojawiają się też głosy postulujące zwiększeni udziału państwa w rozbudowywaniu i utrzymywaniu infrastruktury o charakterze strategicznym. Nie chodzi przy tym o nacjonalizację aktywów, która w wielu przypadkach byłaby kosztowna i trudna do przeprowadzenia, ale coraz częściej rozważany jest model polegający na zwiększaniu kontroli regulacyjnej, tworzeniu krajowych zdolności rezerwowych oraz rozwijaniu uregulowanych partnerstw publiczno-prywatnych, przy zachowaniu dostępu do kompetencji i kapitału sektora prywatnego, jednak bez ponoszenia ryzyka całkowitego uzależnienia się od jego decyzji.
Przykładem takiego podejścia jest program Unii Europejskiej IRIS² (Infrastruktura Odporności, Łączności i Bezpieczeństwa Satelitarnego). Projekt zakłada budowę wieloorbitalnej konstelacji satelitarnej, której zadaniem jest zapewnienie bezpiecznej komunikacji rządom, służbom publicznym, a także użytkownikom komercyjnym. Według Komisji Europejskiej system ma zwiększyć strategiczną autonomię Europy w obszarze łączności satelitarnej oraz ograniczyć zależność od zewnętrznych dostawców usług, w tym systemu Starlink (7.08.2026, European Commission, „The European Union is accelerating and reinforcing IRIS²”).
Podobne działania podejmowane są w sektorze cyfrowym. Europejskie programy wspierające budowę centrów danych, rozwój usług chmurowych i wzmacnianie cyberbezpieczeństwa mają zmniejszyć koncentrację kluczowych zasobów w rękach niewielkiej liczby globalnych korporacji. Chociaż nie oznacza to rezygnacji ze współpracy z sektorem prywatnym, to jednak celem jest raczej doprowadzenie do sytuacji, w której administracja publiczna i służby będą posiadać alternatywne rozwiązania na wypadek kryzysu politycznego, gospodarczego lub militarnego.
Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że konieczna jest też wielowymiarowa dywersyfikacja, gdyż uzależnienie od jednego dostawcy, jednej technologii lub jednego kanału komunikacji może generować ryzyko strategiczne. Z tego powodu wiele państw inwestuje obecnie w dodatkowe i niezależne od sektora prywatnego połączenia energetyczne, trasy kabli światłowodowych, zapasowe systemy komunikacji oraz redundancję infrastruktury krytycznej. Koszty takich inwestycji są niewątpliwie wysokie, jednak w perspektywie ewentualnego zagrożenia będą zdecydowanie niższe niż koszty potencjalnych skutków długotrwałego zakłócenia działania podstawowych usług.
Państwa demokratyczne stoją przy tym przed trudnym zadaniem – w jaki sposób dostosować regulacje prawne do nowych realiów? Z jednej strony muszą chronić wolny rynek, który pozostaje głównym źródłem innowacji technologicznych; z drugiej – nie mogą ignorować faktu, że niektóre przedsiębiorstwa osiągnęły pozycję pozwalającą oddziaływać im na bezpieczeństwo narodowe i funkcjonowanie państwa. Ważnym więc zadaniem na najbliższą przyszłość jest więc wypracowania nowych mechanizmów nadzoru nad infrastrukturą uznawaną za strategiczną, niezależnie od tego, kto formalnie jest jej właścicielem. Bowiem to od sposobu uregulowania tych relacji będzie zależało, czy demokratyczne rządy zachowają zdolność samodzielnego działania w sytuacjach kryzysowych, czy też będą zmuszone uwzględniać interesy możnych korporacji posiadających infrastrukturę niezbędną dla funkcjonowania współczesnego świata.
Najważniejszym wyzwaniem na dziś nie jest wybór między państwem a korporacją – jest nim stworzenie takiego modelu współpracy, w którym innowacyjność prywatnego biznesu będzie wzmacniać bezpieczeństwo państwa, a nie stawać się źródłem strategicznej zależności. [MI]
Dziękuję, że przeczytałaś/przeczytałeś mój artykuł. Jeżeli chcesz być informowana/informowany o nowych publikacjach, polub i obserwuj profil IKONA.press na portalach Bluesky + Facebook + Linkedin.









