Czy państwa bałtyckie mogą zostać odcięte od reszty NATO szybciej niż Sojusz zdąży uruchomić pełną odpowiedź wojskową? Kwestia taka jeszcze kilka lat temu była rozważana głównie na poziomie strategicznych analiz. Jednak od czasu, gdy Rosja podjęła agresywne działania w kierunku utrzymania wpływów w regionie postsowieckim, stała się przedmiotem planowania obronnego Polski i krajów nadbałtyckich, a przede wszystkim regularnych ćwiczeń wojskowych.
Dynamiczny rozwój dronów, rakiet dalekiego zasięgu, systemów walki elektronicznej oraz nowych metod prowadzenia wojny – po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji na Ukrainę – sprawił, że tradycyjne pojęcia frontu i zaplecza zupełnie zmieniły swoje znaczenie. Bałtyk dla Europy, jak też przesmyk suwalski dla Polski, zmieniły swoje znaczenie strategiczne, co tylko pokazuje, że w przypadku ataku Rosji na kraje nadbałtyckie NATO musi liczyć się z koniecznością szybkiej reakcji politycznej, a także jeszcze szybszego przejęcia inicjatywy obronnej – nie w ciągu tygodni czy dni, lecz godzin.
Scenariusze ataku – siły i środki techniczne Rosji
Analizując kierunki rozwoju rosyjskiej armii, ćwiczenia prowadzone przez Rosję i Białoruś na zachodnim kierunku strategicznym, a przede wszystkim doświadczenia wynoszone z wojny przeciwko Ukrainie, z niemal pewnością można założyć, że ewentualna operacja przeciwko państwom bałtyckim właściwie nie będzie klasycznym atakiem opartym na wojskach pancernych wspieranych piechotą i artylerią. Rosja też wyciągnęła daleko idące wnioski z konfliktu w Ukrainie i coraz większy nacisk kładzie na integrację dronów, precyzyjnych środków rażenia, walki elektronicznej oraz manewru lądowego prowadzonego pod osłoną rozbudowanych systemów rozpoznania (15.01.2025, International Centre for Defence and Security, „Russia’s War in Ukraine: Drone-Centric Warfare”).
W scenariuszach uderzenia na północno-wschodnią flankę NATO kluczowe znaczenie miałoby więc jednoczesne działanie z dwóch kierunków: pierwszy opierałby się na jednostkach rozmieszczonych w obwodzie królewieckim, który pozostaje jednym z najbardziej zmilitaryzowanych obszarów Europy (znajduje się tam m.in. 336. Samodzielna Gwardyjska Brygada Piechoty Morskiej stacjonująca w Bałtijsku, wyposażona w pododdziały rozpoznawcze, desantowo-szturmowe oraz artyleryjskie); drugi mógłby zostać rozwinięty z terytorium Białorusi, której siły zbrojne pozostają mocno zintegrowane z rosyjskim planowaniem operacyjnym. Celem takiego manewru byłoby stworzenie poważnego zagrożenia dla połączeń komunikacyjnych między Polską a Litwą oraz wymuszenie na siłach obronnych NATO taktycznego rozproszenia w dwóch różnych kierunkach obrony.
Największą różnicę względem wcześniejszych rosyjskich koncepcji tworzy rola systemów bezzałogowych. Wojna w Ukrainie pokazała, że przewagę może zapewnić nie liczba czołgów czy dział, ale możliwość utrzymywania nieustannego nadzoru nad polem walki oraz prowadzenia masowych uderzeń stosunkowo tanimi dronami. W ukraińskim konflikcie bezzałogowce przejęły rolę wiodącą, w szczególności w zakresie tak zwanego skróconego łańcucha wykrycia i zniszczenia celu, pozwalając na błyskawiczne przekazywanie danych między rozpoznaniem a środkami ogniowymi. Równolegle Rosja rozbudowuje własne struktury odpowiedzialne za systemy bezzałogowe, a także tworzy wyspecjalizowane jednostki UAV (Unmanned Aerial Vehicle) w kolejnych rodzajach sił zbrojnych (2025, Georgian Foundation for Strategic and International Studies, „Russian Military Transformation Tracker, Issue 11”).
Powoduje to, że przestrzeń powietrzna zaczyna być nasycona setkami lub nawet tysiącami tanich platform rozpoznawczych i uderzeniowych. Ich zadaniem jest wskazywanie celów, zakłócanie pracy obrony przeciwlotniczej, atakowanie radarów, stanowisk dowodzenia i kolumn logistycznych. Nawet gdyby znaczna część takich środków została zestrzelona, przeciwnik może osiągnąć efekt przeciążenia systemów obronnych poprzez samą skalę ich użycia.
Jednocześnie Rosja uruchomi siły rakietowe dalekiego zasięgu. Pociski manewrujące Kalibr są zdolne do rażenia celów oddalonych nawet o 1500 kilometrów, a według części źródeł zasięg wybranych wariantów może przekraczać 2500 kilometrów. Uzupełnieniem tej warstwy pozostają pociski Kindżał, których zasięg – deklarowany przez rosyjskie źródła – wynosi od 1500 do 2000 kilometrów, a ich przeznaczeniem jest atakowanie infrastruktury o wysokiej wartości militarnej, takiej jak lotniska, centra dowodzenia czy magazyny logistyczne (23.04.2024, CSIS Missile Threat, „3M-14/54 Kalibr missile family”; „Kh-47M2 Kinzhal”).
Rosyjska logikę działań polega na tym, żeby najpierw osłabić zdolności reagowania przeciwnika za pomocą rakiet, dronów i zakłóceń elektronicznych, aby następnie wykorzystać ograniczone, ale skoncentrowane siły lądowe do szybkiego osiągnięcia celów terenowych. W przypadku regionu bałtyckiego najważniejszym celem nie musiałoby być zajęcie dużego obszaru, lecz stworzenie takiej sytuacji, aby państwa NATO zostały postawione przed koniecznością natychmiastowej decyzji o pełnoskalowej odpowiedzi wojskowej, zgodnie z artykulem 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.
Teatr działań wojennych i obrona państw frontowych w pierwszych godzinach konfliktu
Gdyby doszło do otwartego starcia między Rosją a NATO w regionie bałtyckim, pierwsze godziny konfliktu miałyby znaczenie decydujące. Współczesne planowanie wojskowe coraz częściej zakłada, że wynik operacji może zostać przesądzony jeszcze przed rozwinięciem głównych sił lądowych, dlatego priorytetem jest nie tyle zdobywanie dużych obszarów, ile zakłócenie zdolności przeciwnika do koordynowania działań i przerzucania posiłków.
Szczególnym obszarem pod względem potencjalnych działań militarnych jest Morze Bałtyckie. Po wejściu do NATO Finlandii w 2023 roku oraz Szwecji w 2024 roku sytuacja strategiczna w regionie znacząco zmieniła się na niekorzyść Rosji. Moskwa utraciła bowiem możliwość funkcjonowania na relatywnie neutralnym akwenie morskim, gdyż większość wybrzeży Bałtyku znalazła się pod kontrolą państw należących do Sojuszu. Z tego właśnie powodu ewentualne działania rosyjskie mogą koncentrować się także na czasowym ograniczeniu swobody operowania sił morskich NATO.
Scenariusz taki pokazuje, że szczególne znaczenie zyskują Gotlandia i Wyspy Alandzkie. Położenie Gotlandii w centralnej części Bałtyku umożliwia kontrolowanie głównych szlaków morskich prowadzących do państw bałtyckich, dlatego właśnie Szwecja w ostatnich latach zwiększyła tam obecność wojskową, rozbudowując garnizon oraz wzmacniając systemy obrony przeciwlotniczej i nadbrzeżnej (2025, Swedish Armed Forces). Z kolei Wyspy Alandzkie, chociaż pod zwierzchnictwem Finlandii pozostają strefą zdemilitaryzowaną, to ze względu na swoje położenie między Finlandią a Szwecją są coraz bardziej interesujące dla planistów wojskowych.
Rosja może utrudniać żeglugę poprzez wykorzystanie min morskich, okrętów podwodnych oraz systemów przeciwokrętowych rozmieszczonych w obwodzie królewieckim. Celem nie jest całkowite zamknięcie Bałtyku, gdyż byłoby to bardzo trudne wobec przewagi sił morskich NATO, lecz ograniczenie transportów wojskowych oraz wydłużenie czasu potrzebnego na dostarczenie wsparcia do Litwy, Łotwy i Estonii. Są to działania, które wprost wynikają z rosyjskiej koncepcji stref antydostępowych A2/AD, rozwijanej od wielu lat w obwodzie królewieckim (2024, Center for European Policy Analysis).

Równolegle Rosja może przeprowadzić próbę odizolowania państw bałtyckich od sojuszników, poprzez operację dążącą do przejęcie przesmyku suwalskiego, czyli około stukilometrowego pasa terenu wzdłuż granicy Polski z Litwą, biegnącego od Białorusi do rosyjskiego obwodu królewieckiego. Dokumenty analityczne NATO oraz wiele ośrodków badawczych od lat wskazuję przesmyk suwalski jako jeden z najbardziej wrażliwych punktów całej wschodniej flanki. Jego blokada, nawet tylko czasowa, mogłaby znacząco utrudnić wsparcie militarne państw bałtyckich, czyli przemieszczanie wojsk i sprzętu ciężkiego (2025, RAND Europe).
Inną, jednocześnie prowadzoną operacją będzie szerokie wykorzystanie cyberataków oraz walki elektronicznej. Rosja wielokrotnie już testowała takie zdolności zarówno przeciw Ukrainie, jak i państwom NATO. W pierwszej fazie konfliktu celem Rosji będą więc systemy łączności wojskowej, sieci energetyczne, centra przetwarzania danych oraz infrastruktura odpowiedzialna za ruch kolejowy i logistykę. Spowodowanie choćby krótkotrwałego chaosu informacyjnego znacząco bowiem utrudni podejmowanie decyzji przez dowództwa na szczeblu krajowym i sojuszniczym.
Pierwsze uderzenia przyjęłyby niewątpliwie wojska narodowe Polski, Litwy, Łotwy czy Estonii, wspierane przez wysunięte wielonarodowe grupy bojowe NATO. Od szczytu w Wilnie w 2023 roku Sojusz stopniowo zwiększa gotowość sił rozmieszczonych na wschodniej flance, przechodząc od modelu symbolicznej obecności do struktur zdolnych do prowadzenia realnych działań bojowych już od pierwszego dnia konfliktu (11.07.2023, NATO Summit Vilnius Communiqué).
Podstawowe znaczenie będzie miało prowadzenie walk opóźniających, osłona głównych tras komunikacyjnych oraz utrzymywanie kontroli nad kluczowymi węzłami transportowymi. Szczególną rolę odegrywać będą rozproszone systemy przeciwlotnicze, artyleria dalekiego zasięgu oraz jednostki rozpoznawcze wykorzystujące własne drony. Doświadczenia ukraińskie pokazały bowiem, że nawet niewielkie oddziały wyposażone w nowoczesne środki obserwacji i precyzyjne uzbrojenie są w stanie znacząco spowolnić ruch większych zgrupowań przeciwnika i zwiększyć koszty każdej próby szybkiego przełamania obrony.
Perspektywy operacyjne odpowiedzi NATO – zgniatający kontratak
W wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę NATO znacząco zmieniło sposób planowania obrony wschodniej flanki. Wcześniejszą podstawą strategii było utrzymywanie na flance wschodniej ograniczonych sił wysuniętych, a dopiero po ewentualnym rozpoczęciu konfliktu – organizowanie rozbudowanej operacji odsieczowej. Wojna w Ukrainie pokazała jednak, że współczesne działania zbrojne rozwijają się znacznie szybciej niż dotychczas zakładano. Biorąc więc pod uwagę ukraińskie doświadczenia, państwa Sojuszu przyjęły nowe regionalne plany obronne oraz zwiększyły liczbę wojsk utrzymywanych w wysokiej gotowości bojowej. Już w 2023 roku, podczas szczytu NATO w Wilnie potwierdzono przygotowywanie struktur pozwalających na znacznie szybsze użycie dużych sił lądowych, powietrznych i morskich niż w poprzednich dekadach (11.07.2023, NATO, Vilnius Summit Communiqué).
NATO tym samym odeszło od założenia, że agresor może liczyć na dłuższy okres swobodnego działania przed nadejściem głównych sił obronnych. W przypadku, gdyby z Rosji lub Białorusi doszło do przekroczenia granic państwa członkowskiego, reakcja miałaby nastąpić natychmiast, a nie dopiero po zakończeniu procesu politycznych uzgodnień. Sojusz nie używa oficjalnie określenia „zgniatający kontratak” (crushing counter-attack), jednak wiele elementów obecnej doktryny odpowiada właśnie takiej logice działania. Chodzi o równoczesne uruchomienie lotnictwa, obrony przeciwrakietowej, wojsk lądowych oraz środków dalekiego zasięgu w celu odebrania przeciwnikowi inicjatywy operacyjnej.
Kluczową rolę niewątpliwie odegrałyby siły powietrzne. NATO dysponuje zdecydowanie większym potencjałem lotniczym niż Rosja – według danych Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych państwa członkowskie posiadają kilka tysięcy samolotów bojowych różnych klas, w tym stale rosnącą liczbę myśliwców piątej generacji F-35 (2025, International Institute for Strategic Studies, „The Military Balance 2025”). Ich pierwszym zadaniem byłoby uzyskanie przewagi w powietrzu oraz zniszczenie systemów dowodzenia, radarów, wyrzutni rakiet oraz zaplecza logistycznego wykorzystywanego do prowadzenia działań ofensywnych, szczególnie położonych w obwodzie królewieckim oraz na terytorium Białorusi, skąd mogłaby być wyprowadzana część ataków na państwa bałtyckie.
Odpowiedzi wzmocniona byłaby poprzez środki dalekiego zasięgu rozmieszczone na wschodniej flance. Polska od kilku lat systematycznie rozbudowuje swoje zdolności artyleryjskie – wyrzutnie HIMARS oraz południowokoreańskie systemy Chunmoo mają zapewnić możliwość rażenia celów znajdujących się daleko poza linią frontu. Według informacji Ministerstwa Obrony Narodowej oraz producentów uzbrojenia nowoczesne pociski wykorzystywane przez te systemy mogą oddziaływać na cele oddalone od kilkudziesięciu do kilkuset kilometrów od stanowisk ogniowych (2024–2025, MON RP; Lockheed Martin „HIMARS”; Hanwha Aerospace „Chunmoo”).

Scenariusz obronny przewiduje, że szczególnym obszarem zainteresowania byłby obwód królewiecki. Koncentracja jednostek rakietowych, lotniczych i logistycznych sprawia, że region ten stanowi jeden z najważniejszych wojskowych punktów Rosji nad Bałtykiem. Sukcesywne niszczenie magazynów amunicji, składów paliw, stanowisk dowodzenia oraz infrastruktury transportowej mogłoby znacząco ograniczyć zdolność przeciwnika do prowadzenia działań ofensywnych przez dłuższy czas.
Polska, na potrzeby obronne, rozwija projekt „Tarcza Wschód”, którego celem jest budowa wielowarstwowego systemu zabezpieczeń na granicy z Rosją i Białorusią. Program obejmuje wybudowanie zapór przeciwpancernych, umocnień terenowych i systemów obserwacyjnych, rozbudowę infrastruktury logistycznej oraz przygotowanie terenu pod działania wojsk własnych. Przedsięwzięcie ma być zrealizowane do 2028 roku i stać się jednym z największych projektów obronnych na wschodniej granicy NATO od zakończenia zimnej wojny (18.05.2024, MON RP, „Tarcza Wschód”).
Największym zagrożeniem dla Europy nie byłoby jednak samo starcie militarne, lecz możliwość jego niekontrolowanej eskalacji. Im dłużej trwałby konflikt, tym większe byłoby ryzyko rozszerzenia działań na regiony centralne i zachodnie kontynentu. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte wielokrotnie podkreślał, że podstawowym zadaniem Sojuszu pozostaje odstraszanie poprzez siłę i niedopuszczenie do sytuacji, w której Rosja mogłaby błędnie ocenić gotowość państw członkowskich do wspólnej obrony (12.12.2024, NATO, wystąpienie Marka Rutte). Właśnie dlatego obecna strategia NATO zakłada – zamiast prowadzenia długotrwałej wojny pozycyjnej – stworzenie warunków, w jakich potencjalny agresor już od początku operacji zderzyłby się z perspektywą szybkiej utraty przewagi militarnej, paraliżu swojego zaplecza logistycznego oraz gwałtownego wzrostu kosztów politycznych dalszej eskalacji. [MI]
Dziękuję, że przeczytałaś/przeczytałeś mój artykuł. Jeżeli chcesz być informowana/informowany o nowych publikacjach, polub i obserwuj profil IKONA.press na portalach Bluesky + Facebook + Linkedin.








