Europa na rozdrożu – ambitne cele i rosnące napięcia

Historia rzadko daje znaki ostrzegawcze wprost.  Częściej szepcze poprzez dane makroekonomiczne, decyzje handlowe, pozornie techniczne regulacje i wojny celne ubrane w język „bezpieczeństwa narodowego”.  Dziś Unia Europejska stoi dokładnie w takim momencie.  Najbliższe 5-7 lat pokaże czy pozostanie jednym z architektów globalnego ładu, czy stanie się jego w miarę dobrze urządzonym, lecz drugorzędnym lokatorem.

Świat ostatnich trzech dekad chyli się ku końcowi. Wypowiedzi polityków podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos 2026 jasno pokazały, że globalna polityka i gospodarka przeszły do fazy otwartej rywalizacji geostrategicznej, w której Stany Zjednoczone i Chiny nie tylko konkurują o rynki i zasoby, ale na nowo przepisują zasady ładu światowego.  Unia Europejska stoi dziś na rozdrożu, a jej politykę i gospodarkę czekają ogromne przemiany.  Polska, będąc jednym z najszybciej rozwijających się państw unijnych, również – i to jak najszybciej – musi zdecydować, czy chce być tylko biernym świadkiem tych przemian, czy aktywnym architektem własnej przyszłości.

Globalizacja, jaką znamy z lat 1990-2010, ostatecznie okazała się iluzją trwałego porządku.  Pandemia COVID-19, wojna w Ukrainie, a także wzrost znaczenia Chin jako globalnego eksportera przemysłowego są bezpośrednimi symptomami coraz głębszej transformacji politycznej i gospodarczej świata.  Coraz silniejsze państwa nie tylko zwiększają swoje obroty handlowe, ale strategicznie rywalizują o większe wpływy.

Przyglądając się temu co działo się w Davos 2026, wyraźnie można było zobaczyć, że dominował ton nie partnerstwa, lecz zdecydowanej, a nawet drapieżnej konkurencji.  Jak podkreślano podczas przygotowań do forum, geoekonomiczna konfrontacja została uznana przez liderów biznesu i ekspertów za największe ryzyko stojące przed światem w najbliższych latach.  Większe nawet niż zmiany klimatyczne w krótkiej, kilkunastoletniej perspektywie czasu.

To nie jest akademicka diagnoza, ale realny sygnał ostrzegawczy: gospodarki dynamicznie zmieniają się, a siła, ochrona własnego rynku i zdolność do szybkiej adaptacji często znaczą więcej niż liberalne dogmaty o otwartości.

Obecny prezydent USA Donald Trump, był jednym z centralnych aktorów Davos 2026.  Był też jednym z najbardziej kontrowersyjnych.  I nie chodzi tu o subtelne różnice geopolityczne, tylko o realne instrumenty władzy: taryfy, groźby handlowe, kwestionowanie sojuszy i rewizjonistyczne gesty wobec partnerów. Takim wyrazistym elementem jest tzw. „kryzys Grenlandii”.  Trump bowiem publicznie zasugerował, że zajęcie Grenlandii przez USA mogłoby być „negocjowane” z Europą, chociaż jest ona częścią Królestwa Danii, czym wywołał niemałe dyplomatyczne oburzenie.

Należy wyraźnie podkreślić, że chociaż relacje UE z USA promowane są przez wspólne wartości demokratyczne, to prowadzona przez Trumpa polityka pokazuje, że Waszyngton widzi świat nie jako wspólnotę współpracujących partnerów, lecz jako arenę, na której USA ma zachować dominującą pozycję poprzez taryfy, presję handlową, a nawet – jeżeli będzie taka potrzeba – rewizjonizm strategiczny.  Wypowiadane przez administrację USA groźby ekonomiczne w oczywisty sposób podważają założenia jednolitego systemu wolnego handlu i tworzą klimat niepewności gospodarczej dla eksporterów z UE.

Sprawa staje się o tyle bardziej skomplikowana, że UE notuje gigantyczny deficyt handlowy z Chinami – importuje znacznie więcej dóbr niż eksportuje, co coraz bardziej uzależnia ją od chińskich łańcuchów dostaw i technologii.  Staje się to problemem przede wszystkim konkurencji strategicznej, a Pekin nie ukrywa, że wspiera własne firmy państwowe i technologiczną autonomię, co w dalszej perspektywie może prowadzić do dalszego upośledzenia konkurencyjności europejskiej gospodarki.

W rezultacie Unia balansuje między koniecznością utrzymania silnych więzi transatlantyckich a potrzebą ograniczenia zależności strategicznych od Waszyngtonu i Pekinu.  W kontekście tego balansu Europa musi odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czy jest zdolna do strategicznej autonomii oraz silnego konkurowania o wpływy polityczne i gospodarcze, czy pozostanie ekonomicznym protektoratem USA w zamian za bezpieczeństwo militarne?  Bezpieczeństwo, czy jego ułudę?

Reakcja europejska na amerykańską presję nie ograniczyła się jednak do politycznej retoryki. W odpowiedzi na narastające napięcia, Unia Europejska zintensyfikowała działania prowadzące do budowy alternatywnych partnerstw handlowych i geopolitycznych, czego skutkiem jest m.in. historyczna umowa o strefie wolnego handlu z Indiami – największy taki deal w historii Unii, obejmujący bowiem niemal dwa miliardy konsumentów.

To ruch przede wszystkim strategiczny i mocny politycznie, a nie tylko gospodarczy, który pokazuje, że można odłożyć na bok uzależnienie od USA i samodzielnie poszukiwać nowych sojuszy.  W świecie, gdzie protekcjonizm amerykański coraz bardziej rośnie, a Chiny utrzymują dominację w produkcji przemysłowej, Europa wreszcie szuka własnej, autonomicznej drogi.

Również dla Polski jest to moment przełomowy.  Nasz kraj, który przez ostatnie trzy dekady przeszedł ogromną transformację gospodarczą, z sukcesem integrując się z europejskimi rynkami, stoi dzisiaj przed decyzjami strategicznymi o fundamentalnym znaczeniu.  Warszawa dopiero zaznacza swoją obecność w najważniejszych globalnych forach, jak Światowe Forum Ekonomiczne czy szczyty G20, co może i jest istotnym sygnałem aspiracji, chociaż ocenić należy, że sam udział to za mało, jeżeli nie idzie za nim strategiczna wizja, a przede wszystkim skuteczność działania.

Polskę czekają trzy kluczowe wyzwania:

Bezpieczeństwo militarne.  Wojna w Ukrainie i napięcia w regionie wciąż utrzymują się na wysokim poziomie.  Sojusze militarne z USA i NATO są fundamentalne, ale jednocześnie coraz mniej oczywiste, jeżeli weźmie się pod uwagę, że bazują na niestabilnym przywództwie amerykańskim.

Gospodarka i inwestycje.  Polska musi przejść od absorpcji inwestycji do aktywnego konkurowania o technologie przyszłości, takie jak: sztuczna inteligencja, półprzewodniki, biotechnologie, zaawansowane materiały.  Europa w tych obszarach już zostaje w tyle za USA i Chinami, i to pomimo relatywnie wysokiej jakości własnego sektora badawczego.

Rynek pracy i demografia.  Starzenie się społeczeństw oraz niedobory wysoko wykwalifikowanej siły roboczej będą zwiększać konkurencję europejskich przedsiębiorstw w pozyskiwaniu tzw. talentów. Polska może tutaj albo zyskać poprzez reformy edukacyjne i migracyjne, albo tracić kadry na rzecz bogatszych państw zachodnich, a paradoksalnie także na rzecz USA.

Europa jest rozdarta pomiędzy regulacjami a innowacjami, pomiędzy moralnym autorytetem a deficytem mocy.  Chcąc nie chcąc, stanęła też w obliczu tego, że technologia dominuje w praktycznie wszystkich dziedzinach życia gospodarczego i społecznego.  Technologia zaś stała się nową areną walki o wpływy i władzę, a sektory takie jak sztuczna inteligencja, półprzewodniki czy biotechnologia, instrumentami przyszłej przewagi geopolitycznej.

I cóż z tego, że Unia Europejska pozostaje największym jednolitym rynkiem świata i normatywnym supermocarstwem. Problemem jest to, że to nie normy produkują półprzewodniki, a inwestycji nie da się zastąpić regulacjami.  Europa cierpi na strategiczną fragmentację, rozdrobniony rynek kapitałowy, zbyt wolne decyzje i chroniczny deficyt odwagi politycznej, co powoduje, że europejska gospodarka rozwija się wolniej niż amerykańska, a luka technologiczna zamiast się zamykać – rośnie.

Nawet jeżeli politycy europejscy próbują sprostać wyzwaniom regulacyjnym i rozwojowym, to tempo zmian jest zbyt powolne.  Europa ryzykuje tym samym, że stanie się co najwyżej regulatorem cudzych innowacji, a nie twórcą własnych.

Łatwo dostrzec, że dzisiaj to Chiny dominują pod względem liczby patentów, USA zaś pod względem wpływu i jakości technologicznej.  I chociaż Europa ma potencjał, to brakuje jej wspólnej polityki technologicznej, a także strategicznego rynku kapitałowego, który umożliwiłby śmiałe inwestowanie w projekty technologiczne o dużym potencjale zwrotu, a przede wszystkim wpływu na rozwój gospodarczy, zapewniający niezależność ekonomiczną oraz bezpieczeństwo militarne.

Odejście od rosyjskich surowców ze względu na prowadzoną przez Rosję wojnę z Ukrainą było konieczne, lecz stworzyło nowe zależności przede wszystkim od amerykańskiego LNG.  I chociaż znacząco poprawiło krótkoterminowe bezpieczeństwo energetyczne, to długoterminowo zrodziło pytania o autonomię strategiczną.

Równolegle rośnie presja na zwiększanie wydatków obronnych.  Oczywiście NATO wciąż pozostaje fundamentem bezpieczeństwa, chociaż coraz częściej słychać w Waszyngtonie głosy, że Europa musi „wziąć większą odpowiedzialność za siebie”.  To język dyplomatyczny, użyty na potrzeby bardzo konkretnego komunikatu: parasol militarny nie jest wieczny.

Świat prawdopodobnie nie wróci już do epoki jednobiegunowej dominacji. Rywalizacja pomiędzy USA a Chinami kształtuje nowe bloki polityczne i gospodarcze, nowe „mosty” między państwami średnimi od Indii, przez Kanadę, po UE.  W Davos 2026 premier Kanady Mark Carney wezwał do tego, aby te tzw. średnie potęgi podjęły jak najszybsze działania na rzecz bezpośredniej kooperacji jako odpowiedź na narastający protekcjonizm i używanie ekonomii jako broni.  To też wezwanie do tworzenia alternatywnych mechanizmów współpracy, jednak nie przeciw USA czy Chinom per se, lecz w obronie własnej autonomii i interesów gospodarczych.

Także Polska musi wybrać: aspiracje czy iluzje.  Teoretycznie decyzja jest prosta, ale w praktyce niezwykle trudna. Wybór jest między strategicznymi innowacjami oraz samodzielną polityką handlową a pozostaniem drugorzędnym graczem pomiędzy gigantami technologicznymi.  I chociaż Polska ma wszystko, aby stać się jednym z regionalnych liderów: siłę roboczą, dynamikę przedsiębiorczości oraz geopolityczne znaczenie, to musi podjąć efektywne działania zmierzające do zreformowania systemu i kierunków edukacji, wsparcia badań oraz inwestowania w rozwój infrastruktury technologicznej.  I to nie jest jakiś ekstra luksus, tylko minimum bezpieczeństwa w dalszej części XXI wieku.

Nadchodzące lata będą czasem nie tylko testowania odporności Unii Europejskiej wobec najsilniejszych graczy światowych, jakimi są USA i stają się Chiny, ale postawią polityków przed bardzo trudnym egzaminem z dojrzałości politycznej i gospodarczej.  Jeżeli Europa nie przekształci swojego potencjału w realną siłę technologiczną i strategiczną autonomię, zostanie zepchnięta do roli regionalnej i w efekcie marginalnej centrali regulacyjnej, podczas gdy amplituda decyzji globalnych przesunie się w kierunku Waszyngtonu i Pekinu.

Natomiast Polska jako europejski „środkowy gracz z ambicjami”, nie tyle powinna, co musi wykorzystać ten moment.  Świat geoekonomicznych napięć nie będzie czekać.  Przyszłość będzie łaskawa nie dla tych, którzy budują strategie w oparciu o nadzieje, tylko dla tych, którzy planują strategicznie, a przede wszystkim działają z determinacją.   [MI]


Tagi:

Archiwalne

Tagi

Adam Szłapka Andrzej Domański Cezary Tomczyk Chińska Republika Ludowa Dania Dezinformacja Donald Trump Donald Tusk Emmanuel Macron Energetyka Etyka Europejska Agencja Kosmiczna Grenlandia Innowacje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów Karol Nawrocki Klimat Kosmos Magdalena Sobkowiak-Czarnecka Ministerstwo Aktywów Państwowych Ministerstwo Cyfryzacji Ministerstwo Finansów i Gospodarki Ministerstwo Obrony Narodowej Morze Bałtyckie NATO Ocean Ochrona przyrody Odnawialne źródła energii ONZ ORLEN Polityka światowa Polska Agencja Kosmiczna Siły Zbrojne Strategia rozwoju Sztuczna Inteligencja Tarcza Wschód Unia Europejska Ursula von der Leyen USA Ustawa Veto prezydenckie Wodór Współpraca gospodarcza Zwierzęta domowe Środowisko