Europa 2026 – rok dojrzewania

Europa lubi opowiadać o sobie piękne historie. O Oświeceniu, prawach człowieka, dobrobycie, dialogu zamiast wojny. To narracja elegancka jak marmurowe foyer w Brukseli. Problem w tym, że świat nie czyta broszur. Świat testuje siłę. Europa jednak od lat sprawia wrażenie, jakby sama nie wierzyła we własną siłę i swoje możliwości.

Potencjał jest bezdyskusyjny: ogromna gospodarka, setki milionów obywateli, nauka na światowym poziomie, armie, przemysł, atom. A jednak w obliczu rosyjskiej agresji, chińskiej presji gospodarczej i amerykańskich kaprysów reagujemy z opóźnieniem, półgębkiem, w trybie „za mało i za późno”. To nie brak zasobów jest problemem, lecz brak szybkich i skutecznych decyzji. Europa nie przegrywa dlatego, że jest słaba. Przegrywa, bo wątpi.

Unia Europejska ugrzęzła we własnych procedurach jak statek we mgle. Jednomyślność stała się fetyszem, rozszerzenie – zakładnikiem lęków, a zamrożone rosyjskie aktywa – symbolem paraliżu. Tymczasem wojna nie czeka na konsensus. Wojna sprawdza zdolność do działania. I tu paradoks: najtwardszą obroną europejskich wartości nie są dziś deklaracje w stolicach Zachodu, lecz linia frontu na wschodzie Ukrainy. Tam walka o wolność i demokrację nie jest hasłem, lecz praktyką okupioną krwią. Ukraina nie aspiruje do Europy – ona ją w tej chwili chroni.

Jest jeszcze jedna lekcja, którą Europa odrabia niechętnie: odporność to nie slogan, lecz system. System, w którym społeczeństwo jest przygotowane na kryzys, infrastruktura projektowana z myślą o sabotażu, a państwa współpracują z obywatelami i przemysłem obronnym bez ideologicznych zahamowań. To wszystko już działa, jednak nie w raportach europejskich think tanków, tylko w realnych warunkach wojennych. Gdy Europa zastanawia się, czy wypada mówić o militaryzacji, Ukraina po prostu robi swoje i dzięki temu funkcjonuje.

Najtrudniejsze jest jednak ustalanie priorytetów. Europa próbuje gasić kilka pożarów naraz, zapominając, który z nich grozi zawaleniem całego domu. Wsparcie dla Ukrainy bywa traktowane jako jeden z wielu tematów, podczas gdy to klucz do bezpieczeństwa całego kontynentu. Zatrzymanie Rosji jest bowiem nie tylko moralnym obowiązkiem, ale najtańszą możliwą polisą ubezpieczeniową. Alternatywą jest wojna – bliżej, drożej i boleśniej.

Rok 2026 powinien być więc czasem otrzeźwienia i podjęcia zdecydowanych działań. Czasem, gdy Europa przestanie mówić o sobie szeptem, a zacznie działać z pełnym rozmachem i zdecydowaniem; gdy Ukrainę zacznie postrzeegać nie jako petenta, lecz jako strategicznego partnera.

Historia, być może daje nam jeszcze chwilę. Pytanie brzmi, czy Europa wreszcie odważy się być tym, czym od dawna twierdzi, że jest? [MI]


Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Archiwalne

Tagi

Antonio Costa Bezpieczeństwo międzynarodowe Bezpieczeństwo wewnętrzne Cyfryzacja Dania Deepfake Demokracja Dezinformacja Donald Trump Donald Tusk Emmanuel Macron Europejska Agencja Kosmiczna Fake news Gaza Grenlandia Imperializm Karol Nawrocki Klimat Kosmos Mette Frederiksen Ministerstwo Cyfryzacji mObywatel Morze Bałtyckie NATO Nauka Neokolonializm Ocean Ochrona przyrody ONZ Polityka informacyjna Polska Agencja Kosmiczna Prawa Człowieka Prawo Rada Pokoju Reżim Sztuczna Inteligencja Ukraina Unia Europejska Ursula von der Leyen USA Ustawa Veto prezydenckie Wojna Zwierzęta domowe Środowisko